Masz za sobą opracowanie planu promocji na najbliższe pół roku, deadline goni deadline, bo ulotki na konferencję powinny wczoraj pójść do drukarni, a w dodatku jeden z partnerów przed chwilą przesłał warunki nowej umowy korzystania z narzędzia do monitorowania mediów. I to w języku angielskim, z prośbą o w miarę szybkie zaakceptowanie, bo przecież „w treści niewiele się zmieniło”. Jak sobie z tym wszystkim poradzić?

Dlaczego błyskawiczne tłumaczenia są kluczowe?

Tak często wyglądają realia pracy działów marketingu i sprzedaży w firmach różnego typu — liczy się szybkie działanie, bo w dobie Internetu marka powinna być promowana na bieżąco. Najlepiej przez całą dobę. Jeśli firma działa za granicą, dochodzi mnóstwo wielojęzycznych treści do przetworzenia: korespondencja biznesowa z zagranicznymi partnerami i klientami, tutoriale, dokumentacje, umowy. I obsługa kanałów promocji w różnych językach, a więc opracowywanie infografik, filmów czy angażujących postów.

Nic więc dziwnego, że w takim natłoku obowiązków pojawia się pokusa skorzystania z ogólnodostępnych translatorów, które szybko przetłumaczą żądaną treść na wybrany język obcy, a dział marketingu choć na chwilę odetchnie, bo kolejne zadanie zostało wykonane. Konsekwencje mogą być różne.

Translator dobrze poradził sobie z tłumaczeniem

Przychodzi pilny e-mail po niemiecku od jednego z klientów. Piąte przez dziesiąte rozumiemy, ale chcemy ustalić kto powinien zająć się daną sprawą, bo tytuł „wydruk folderów reklamowych” jest wieloznaczny i niekoniecznie będzie dotyczył działu marketingu. Po chwili translator serwuje gotowe tłumaczenie, które ułatwia nam dalsze działanie.

Tłumaczenie pół żartem, pół serio

Hiszpańska Walencja szykuje się do La Tomatiny, lokalnej fiesty, podczas której wszyscy gremialnie obrzucają się pomidorami. A my spontanicznie wpadamy na pomysł, żeby na naszej hiszpańskojęzycznej stronie na Facebooku zamieścić zabawny tekst ze zdjęciem. Jest piątek, użytkownicy się uśmiechną, może zasięgi wzrosną. Tłumaczenie online załatwia translator, resztę — kolega, który od roku uczy się hiszpańskiego. Ktoś tam potem w komentarzu nas poprawił, edytowaliśmy post, podziękowaliśmy. Rozeszło się po kościach.

Z małej chmury duży deszcz, czyli nieudane tłumaczenie translatorem

Dostajemy do akceptacji umowę po angielsku od zagranicznego partnera. Wspólnie działamy już kilka lat, chodzi o przedłużenie współpracy. „Umowa jest prawie taka sama jak ostatnio, zmieniło się tylko kilka krótkich punktów”. Wcześniej była podpisana, teraz też może być. Najlepiej jak najszybciej, w końcu każdy zna angielski. A jak coś będzie niejasne, to translator sobie poradzi, bo to w końcu język prawniczy, który zawiera wiele utartych zwrotów. Godzimy się, w końcu tak dobrze nam się współpracuje. Kierujemy umowę do dalszej akceptacji, po co tracić czas firmowego prawnika. Potem się okazało, że nie zwróciliśmy uwagi na jeden podpunkt, a dwa terminy okazały się wieloznaczne.

Translator czy biuro tłumaczeń?

Czy to oznacza, że zawsze musimy wybierać tylko jedno słuszne rozwiązanie? Niekoniecznie. Przede wszystkim warto się zastanowić jaki rodzaj tekstów wymaga profesjonalnego tłumaczenia oraz jaką mają wagę dla wizerunku firmy — trudno stawiać post w serwisie społecznościowym na równi z dokumentacją techniczną. Lepiej natomiast, żeby umowę wielostronną opiewającą na wysokie kwoty przetłumaczył tłumacz przysięgły.

O ile jednak błąd szeregowego pracownika działu sprzedaży i marketingu łatwiej wybaczyć, w przypadku menadżerów ta odpowiedzialność jest o wiele większa, ponieważ podjęcie niewłaściwej decyzji może się wiązać ze stratami finansowymi.

 

Dobrym pomysłem jest bieżące prowadzenie rachunku zysków i strat — może się okazać, że w efekcie opłacenie profesjonalnego tłumaczenia wcale nie obciąży budżetu Twojej firmy, ponieważ nie popełnisz kosztownych błędów.

(Visited 75 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *